Gdy umrę, połóżcie mnie w ogródku, gdzieś pod drzewkiem, albo w jakimś dzikim lesie. Przykryjcie mnie cienką warstwą humusu, lub nie przykrywajcie wcale. Niech padlinożerne zwierzęta i insekty skonsumują moje ciało ze smakiem.
Wcale nie żartuje. Nie chcę aby moje ciało trafiło na cmentarz, 2 metry pod ziemię. Chcę umrzeć na polanie, w ogrodzie, w lasku, lub na łące, i chcę aby moje zwłoki tam pozostały. Nie wywoźcie moich gnatów na cmentarz, nie palcie w krematorium. Po prostu zostawcie je na polance.
Staram się żyć ekologicznie, zgodnie z prawami natury, w zgodzie z ekosystemem i chciałbym aby po mojej śmierci moje ciało było także traktowane jako naturalny element ekosystemu.
Jeżeli zakopiecie mojego trupa zbyt głęboko nie będzie z niego żadnego pożytku. Zacznie fermentować i wydzielać toksyczne substancje, które gdy przedostaną się do wód gruntowych zaszkodzą środowisku i innym ludziom.
Szkoda wysiłku tych co kopią grób. Szkoda paliwa na transport. Żadnych obrzędów, żadnych rytuałów, nie jest mi to potrzebne. Przykryjcie moje martwe ciało cienką warstwą murawy i pozwólcie by zajęły się nim bakterie tlenowe, insekty i inne pożyteczne żyjątka. Niech stanie się najlepszym i najbardziej naturalnym nawozem dla roślin jaki istnieje. Roślinki będą zachwycone smakiem mojego białka (a ściślej azotu), a jakie pyszne potem dadzą owoce. Po kilku miesiącach nie będzie już po mom ciele zbyt dużego śladu.
Happy Halloween...
Ps. Szkoda tylko że polskie prawo nie pozwala jeszcze na taki właśnie pochówek. Czyżby konstytucja stojąca na straży wolności została naruszona zbyt wąskim przepisem który nakazuje albo grzebać zwłoki na głębokość 2 metrów, albo palić w krematorium? Odwagi panowie parlamentarzyści, czas rozszerzyć ten wachlarz opcji o eko-pochówki. Byłbym wdzięczny gdybyście zechcieli wyrobić się z tą zmianą przed moją śmiercią.