Strony

wtorek, 3 marca 2009

Samopomoc w praktyce

Pogrążyłem się ostatnio w melancholijnym nastroju, który trwa już kilka dni. Ten tekst też może być taki. Mam ochotę porządnie odpocząć od codzienności, wyjechać gdzieś, odciąć się, wyciszyć. Chcę gruntownie pomyśleć raz jeszcze nad kierunkiem mego całego życia. Czy idę w dobrą stronę? Czy nie stawiam sobie zbyt dużych poprzeczek? Czy czynności które wykonuję każdego dnia, w każdej minucie dają mi satysfakcję, energię, spokój, spełnienie? Czy lista spraw do załatwienia i zadań do wykonania nie przytłacza mnie za bardzo? Dlaczego i po co chcę robić wszystko to co robię? A może robię to bo inni tego ode mnie oczekują? Może innym osobom zależy na tym abym robił to, co one chcą, a ja nie potrafię im po prostu odmówić?


Czuję się zmęczony, przeciążony. Coś jest ze mną nie tak. Ciekawe czy uda mi się samemu, właśnie teraz, podczas pisania tego tekstu pozbierać się do kupy i odbudować energię, zebrać entuzjazm, wziąć się w garść?

Nie chcę korzystać z żadnych gotowych kwestionariuszy, szablonów, ani mądrych książek. Chcę po prostu usiąść, pomyśleć, wyciszyć się, zastanowić się, poczuć wolność i swobodę, zadać samemu sobie kilka pytań, które nasuną mi się naturalnie i spróbować szczerze odpowiedzieć. Chcę być sam ze sobą tak długo jak będzie trzeba. Może godzina mi wystarczy, a może kilkadziesiąt godzin – nie ma to dla mnie znaczenia. Najważniejsze jest abym ponownie spróbował nawiązać kontakt z moim własnym wnętrzem. Chcę dowiedzieć się czegoś więcej o sobie, i o tym co się ze mną dzieje? Może opracuję jakiś plan? Nie wiem. Czas zjechać do boksu, zrobić gruntowny przegląd, nalać paliwa, wymienić opony. Może przy okazji odkryję jakieś poważniejsze usterki.

Pytania:
Co sprawia mi szczęście? Co daje mi energię? Co konkretnie? Jakie czynności, które mogę wykonać teraz, dzisiaj, jutro, kiedykolwiek?

Odpowiedź:
Spacer, mantra medytacja, pasjonująca książka, rozmowa z przyjacielem, który wysłucha mnie z empatią (bez rad i ocen), empatyczna rozmowa z samym sobą (gdy w pobliżu brak przyjaznej duszy).

Pytanie:
Jak zatem wygląda stan techniczny wyżej wymienionych nośników mojego wewnętrznego poczucia szczęścia, energii, satysfakcji?

Odpowiedź:
Spacer – Oj, dawno nie spacerowałem, a bynajmniej dawno spacer nie był dla mnie odprężeniem. Nie pamiętam już kiedy podczas spaceru mój umysł był wolny, swobodny, beztroski, twórczy... Tęsknie za samotnym niczym nieskrępowanym spacerem.

Mantra medytacja – Bardzo opuściłem się w jakości mojej medytacji. Prawdę mówiąc mam dni, a nawet długie serie dni, kiedy w ogóle nie medytuję. Pamiętam dobrze te godziny, momenty, chwile, gdy mantra wprawiała mnie w stan radości, spokoju, szczęścia, natchnienia. Nie potrafię tego stanu porównać z czymkolwiek innym. Tęsknię za tym.

Pasjonująca książka – Z czytaniem jest znacznie lepiej. Często bywa, że czytam kilka książek na raz. Jakimś cudem znajduje na to czas. Właśnie jestem świeżo po lekturze dwóch wspaniałych książek Don Miguela Ruiza oraz w trakcie czytania “Anastazji”. Gdy czytam w skupieniu, i gdy pamiętam to, o czym czytałem, dusza moja pełna jest inspiracji i szybuje wysoko, bez żadnych ograniczeń. Piękne uczucie.

Empatyczna rozmowa z przyjacielem – W zasadzie nie wiem czy brakuje mi tych rozmów, czy może mam ich pod dostatkiem. Nie zawsze jednak odczuwam satysfakcję z ich przebiegu. Bardzo trudno jest mi się całkowicie otworzyć i w pełni uzewnętrznić gdy mój rozmówca i słuchacz zaczyna mnie oceniać, udziela mi sugestii, czegoś oczekuje, doradza, wartościuje zanim wyraźnie go o to poproszę.

Generalnie nie mam tajemnic i nie lubię mieć tajemnic, nawet tych najbardziej intymnych. Dobrze się czuję ze swoją szczerością i otwartością. Bez wahania mówię co czuję, co czułem, co potrzebuję, czego pragnę, co doświadczyłem, doświadczam, co zrobiłem i robię. Nie wymagam od mego rozmówcy żadnej poufności.

W zasadzie nie istnieje nic, co tyczy się mojej osoby i moich doświadczeń, o czym nie byłbym w stanie publicznie napisać tutaj, na tym blogu. Tajemnice powierzone mi przez innych zabiorę do grobu, ale nie zamierzam grzebać w mogile jakiejkolwiek nawet najmniejszej tajemnicy związanej ze mną. Gdy jednak słyszę nieproszoną ocenę,osąd, oczekiwanie blokuję się i nie mam ochoty rozmawiać dalej. Stąd brak satysfakcji. A tak bardzo chciałbym być w pełni otwarty dla wszystkich, szczególnie dla najbliższych.

Być może dlatego tak spragniony jestem nowych przyjaźni, nowych znajomości, pełnego zrozumienia, czystej empatii od drugiej osoby.?

Empatyczna rozmowa z samym sobą: Zdaje się że właśnie teraz taką rozmowę przeprowadzam. Mało tego – zapisuję ją. To już nie jest zwykła empatyczna rozmowa, ale głęboka empatyczna autoanaliza. Z zasady ważę słowo nim wklepię je do edytora, a potem jeszcze kilka razy czytam i nanoszę poprawki. To co robię teraz jest zatem Mega-Empatią dla mnie samego. Sam siebie nie planuję oceniać, wartościować, zmuszać, mobilizować. Pragnę tylko lepiej zrozumieć siebie i moje własne położenie w otaczającej mnie rzeczywistości. Nic więcej. Wierzę że gdy sam ofiaruję sobie odpowiednią ilość czasu, uwagi i empatii, wówczas zrozumiem siebie, moje prawdziwe potrzeby i najlepsza strategia sama się pojawi – zabłyśnie jak słońce o brzasku na bezchmurnym wiosennym niebie.

Pytanie:
Skoro wymieniłem już konkretne czynności które mogą przynieść mi radość i szczęście, jak nazwałbym to, co najbardziej mnie męczy, wyczerpuje i blokuje przed doświadczaniem szczęścia:

Odpowiedź:
Do głowy przychodzi mi kilka rzeczy ale jedna jest zdecydowanie dominujące i wszystkie pozostałe są z nią związane: Praca, zaangażowanie, biznes, działalność która sama w sobie nie przynosi mi satysfakcji.

Przez ostatnie pięć lat próbuję jak mogę “wkręcić się” w jakieś sensowne zarabianie pieniędzy ale na próbach się tylko kończy. Ciekawe dlaczego? Czyżby zarabianie pieniędzy i robienie biznesu w sposób konwencjonalny nie leżało w zgodzie z moją naturą? Czy moja podświadoma jaźń popycha mnie do czegoś zupełnie innego, a ja to coś cały czas skutecznie zagłuszam? Co jest bardziej korzystne dla mnie – działanie zgodne z moją własną naturą czy udawanie kogoś kim nie jestem, bo do tego zachęca mnie system, rodzina, przyjaciele?

Gdy spojrzę na mój cały dorobek zawodowy wyraźnie widzę że wiele satysfakcji sprawiała mi zwykła, fizyczna, prosta praca. Gdy pracowałem jako kierowca i magazynier – odczuwałem spokój i satysfakcję, gdy stałem na zmywaku w knajpie – odczuwałem spokój i satysfakcję, gdy sprzątałem, obierałem warzywa, byłem tragarzem – odczuwałem satysfakcję. Za każdym razem gdy robiłem proste fizyczne czynności – odczuwałem spokój i satysfakcję. Co ciekawe moja satysfakcja nie miała nic wspólnego z wynagrodzeniem jakie otrzymywałem. Było nawet tak, że przez dwa lata mego życia pracowałem kompletnie za darmo, jako wolontariusz. Moim wynagrodzeniem była strzecha nad głową, micha z ryżem i warzywami, wewnętrzna satysfakcja i nic więcej.

Zauważyłem że zwykła prosta praca nie wymagająca zbyt wielkiego zaangażowania umysłu daje mi ogromnie dużo spokoju, radości i satysfakcji. Teraz już wiem dlaczego tak się dzieje. Przy prostej fizycznej pracy mój umysł jest najzwyczajniej wolny i swobodny, i w naturalny sposób sam automatycznie wypełnia się spokojem, radością i satysfakcją. Wolny umysł może myśleć o czymkolwiek zechce, może planować cokolwiek, podróżować gdziekolwiek. Mój umysł najchętniej wybiera te myśli, plany, podróże, które sprawiają mu spokój, przyjemność, satysfakcję. Za umysłem podążają słowa, za słowami działania...

Oczywiście nie zawsze było tak pięknie. Doskonale pamiętam czasy kiedy mój umysł w każdej wolnej chwili doszukiwał się wad, błędów, niedoskonałości. To nie było przyjemne. Cieszę się że te czasy mam już chyba daleko za sobą. Mogę śmiało powiedzieć że od kilku ładnych lat mój umysł otrzymał nowe oprogramowanie i w każdej wolnej chwili stara się dostrzegać przede wszystkim, piękno, perfekcję, zalety, pozytywy, możliwości... Tak jest dużo przyjemniej i prościej.

Zmiana oprogramowania mego umysłu nie była ani dziełem przypadku ani skutkiem jakiegoś intensywnego wysiłku z mojej strony. Stało się to naturalnie, stopniowo, powoli. Już w młodości byłem bardzo przyciągany do lektury książek poświęconych duchowości, kulturze, psychologii. Ta atrakcja wciąż trwa. Na swoim koncie mam setki przeczytanych książek, tysiące uważnie wysłuchanych wykładów, dziesiątki odbytych szkoleń, trzy lata życia w świątyni, 16 lat codziennej mantra medytacji. Teraz mogę powiedzieć że to wszystko spowodowało że zaprzyjaźniłem się z moim własnym umysłem. Widzę kolosalną różnicę między mną teraz, a mną 16 lat temu. Ta różnica polega na moim odbiorze świata i otaczającej rzeczywistości. Mój umysł jest moim przyjacielem i gdy tylko ma wolną chwilę, pomaga mi doświadczać szczęścia, spokoju, radości.

Pytanie:
Czy zawsze mój umysł jest wolny i gotowy do tego by pogrążyć się w spokoju, radości i szczęściu?

Odpowiedź:
Nie, nie zawsze. Ostatecznie to ja mam nad nim pewną kontrolę i świadomie mogę zlecić mu jakiekolwiek zadanie do wykonania. Niestety nie wszystko to, co mu zlecam wprawia mój umysł w stan spokoju, szczęścia, radości.

Pytanie:
Jak wyglądał poziom mojej satysfakcji gdy w swej codziennej pracy nieco bardziej wysilałem umysł zamiast bicepsów?

Odpowiedź:
Różnie, w zależności od tego co robiłem. Zdarzało się że pracowałem jako: zarządca, programista, właściciel firmy, specjalista od marketingu, handlowiec, nauczyciel. Bez wątpienia najwięcej satysfakcji czerpałem z pracy nauczyciela, ale także zarządcy. Bezpośredni kontakt z ludźmi jest dla mnie bardzo ważny i cenny. Każdy człowiek po prostu mnie fascynuje. Uwielbiam współpracować i wchodzić w interakcję z innymi. Tam gdzie są ludzie tam niemal każda godzina jest niepowtarzalną i fascynującą przygodą.

Największe męki psychiczne przechodziłem gdy pracowałem jako handlowiec. Pałałem się handlem bezpośrednim. Byłem domokrążcą sprzedającym obrazy. Niby też jest to bezpośredni kontakt z ludźmi, ale... Moim celem była sprzedaż obrazów a celem moich klientów nie koniecznie było kupno ode mnie czegokolwiek, właśnie tu i właśnie teraz. By spełnić swój cel stosowałem różne tricki i techniki a klienci czasami się na to łapali. Nie czułem się z tym najlepiej ale robiłem to, gdyż szybko i przyzwoicie można było zarobić.

Praca informatyka i programisty rozbudzała moją inwencję twórczą i całkowicie pochłaniała moje zasoby umysłowe. Potrafiłem tak pogrążyć się w programowaniu że zatracałem świadomość upływającego czasu i wszystkiego, co dzieje się wokół. To była fascynująca przygoda, ale nie chciałbym aby reszta mego życia upłynęła w taki sposób. Z pewnością informatyka jest bardzo przydatna w dzisiejszych czasach ale są zajęcia które bardziej mnie pasjonują.

Teraz, mając za sobą różne doświadczenia wyraźnie widzę że moja satysfakcja z pracy jest i była ściśle powiązana z moim własnym poczuciem sensu danej pracy i oceny niematerialnych korzyści jakie się z nią wiążą. Głębszy sens szybko się ujawnia gdy staram się szczerze odpowiedzieć na pytania: “Jaką korzyść przynoszę światu robiąc to, co robię? Jaką korzyść moje zaangażowanie przynosi dla mnie, dla innych ludzi, dla zwierząt, dla całej Natury, dla Boga?”

Teraz już jestem pewien że chcę robić tylko to co sprawia mi pełną satysfakcję oraz w jakimś stopniu przyczynia się podniesienia satysfakcji innych osób, a przy tym nie wyrządza żadnej krzywdy ani kłopotu nikomu w takim sensie w jakim ja to pojmuję. Chcę być dostępny dla ludzi, chcę dawać coś innym z serca i przyjmować całym sercem. Wcale nie musi to być coś nadzwyczajnego, ani też nie muszę mieć kontaktu z setkami ludzi. Wystarczy jedna osoba, dwie, trzy, dziesięć, z którymi mogę mieć wspólną nić porozumienia, wymiany, inspiracji, współpracy. Chyba nie są to zbyt duże wymogi i nie jest to niemożliwe do realizacji. Zdaje mi się że jak się trochę rozejrzę to okaże się że niczego nie muszę szukać. Wygląda na to że od dawna wszystko to czego pragnę i szukam znajduje się w zasięgu mojej ręki.

Jest trochę chaosu w tym tekście ale to nic. Kiedy indziej będę pisał jaśniej. Najważniejsze że wyrzuciłem z siebie to co mnie gryzło najbardziej. Teraz już wiem gdzie leży problem. Wciąż mam do zrobienia wiele rzeczy które mnie męczą i nie przynoszą mi satysfakcji. Dokończę je jednak. Z mniejszym lub większym opóźnieniem ale je dokończę. Przecież się zobowiązałem. Od teraz jednak chciałbym być nieco bardziej ostrożny w wyborze tego, za co się zabieram. Być może w ten sposób oszczędzę sobie i innym choć trochę niepokoju.