Jest pewien portal, na który bardzo lubię zaglądać, nazywa się EIOBA.pl. Każdy może zamieścić tam swój artykuł, więc ja również od czasu do czasu coś tam wklejam. Dość żywa dyskusja rozwinęła się ostatnio pod artykułem, który tam niedawno zamieściłem “Wykrywacz Religijnej Manipulacji...”. Moją szczególną uwagę przykuł komentarz Janusza Dąbrowskiego, autora książek poświęconych fizycznemu, psychicznemu i duchowemu zdrowiu. Janusz odpowiadając na pytania Sabriny, dotknął – używając prostych analogi – bardzo głębokich opisów natury Boskiej miłości wobec Jego stworzenia. Słowa Janusza wywarły na mnie ogromnie pozytywne wrażenie i chciałbym podzielić się nimi z Tobą. Oto fragment wymiany zdań między Januszem a Sabriną.
...Sabrina wpierw zacytowała fragment z mojego artykułu:
"Znając potęgę i bogactwa tej osoby (Boga) wyobraź sobie, że wszystko to, co ona posiada (bogactwo, wpływy, sława, prestiż…) nie stanowi dla niej żadnej wartości w obliczu twojego malutkiego, ale szczerego i autentycznego miłosnego gestu odwzajemnienia"
...Po czym napisała:
Ten opis, sugeruje ze ów Bóg, jest spragniony mojej uwagi, mojego uczucia, czy nawet miłości. Czy tak? Dlaczego? Posiada wszystko, akurat to co człowiek na ziemi najczęściej ceni, a brak mu miłości. bo oczekuje mojej ? Miłość bezinteresowna, nie czeka na odwzajemnienie. Czy ów opis nie wskazuje że taka wizja Boga jest dalej formą "wymiany" a wówczas nie jest to miłość bezinteresowna. Oto Bóg ma wszystko naj naj, naj w stylu ludzkich obrazów sukcesu, a jednak to dla niego jest niewiele warte jeśli go nie będę kochać? Ja podejrzewam ze w tym opisie znowu przeszmuglował się bóg uzurpator...
...Odpowiedź Janusza:
* * * * * * * * * * * * * * * *
(...) Uważam, że cytowany przez Ciebie opis świetnie oddaje naturę Boga – według mnie, oczywiście. Ktoś może zapytać – "A na jakiej podstawie tak twierdzisz? Jakie masz dowody?" Odpowiem – żadnych. Przynajmniej w sensie naszych pięciu zmysłów i ewentualnie powtarzalności eksperymentów dowodzących, które to dowody mogłaby zaakceptować akademicka nauka.
Wszystko, czym dysponuję – to moje wewnętrzne, transcendentalne przeżycia, głos wewnętrzny i otrzymywane przeze mnie przesłania dotyczące mnie i moich bliskich. Tu i teraz nie będę o tym mówił. Przedstawiam z tego wiele w jednej z moich książek - "Nie samym chlebem żyje człowiek – Jak odkryć Boga w sobie?" Jej fragmenty zamieszczam w postaci artykułów właśnie na eioba.
Czy Bóg nas potrzebuje? Czy potrzebuje naszej miłości, zainteresowania Nim? Czy chce cokolwiek odwzajemniać, a więc najpierw trzeba czymś się u Niego zasłużyć, aby coś innego w zamian otrzymać? Stawiasz zupełnie naturalne pytania, które i ja zadawałem. To nie jest żadna herezja. Nie ma głupich pytań – jedynie odpowiedzi mogą być głupie.
Według więc mojego mniemania – Bóg niczego nie potrzebuje. Nasza miłość i hołdy nie są Mu niezbędne. Nie musimy również o Niego zabiegać, płaszczyć się przed nim, błagać o cokolwiek itd. Teraz pozwól, że posłużę się pewnymi przykładami – trochę może dziwnymi.
Wychodzisz za mąż, masz partnera. Przychodzi czas, kiedy wspólnie bardzo chcecie mieć dziecko. Myślicie o nim z miłością. Jeszcze go nie ma na planie materialnym, a już kochacie je. W końcu wiesz – "Jestem w ciąży!" Cała stajesz się miłością, Twój partner również. Rodzi się dziecko. Staliście się z partnerem stwórcami życia. Każdy ruch dziecka, każde kichnięcie, każdy “gazik” jest cudowny i wzmaga Waszą miłość do malucha. Przecież jest taki cudowny, rozkoszny... Dla Boga tacy jesteśmy – do końca dni naszych ciał, nawet niedołężnych – tak uważam.
Dziecko dorasta. Nie zawsze jest "cacy". Buntuje się, czasem daje Ci ostro "popalić". Kwestionuje Twoje przywództwo. Różnie to załatwiasz :) i mimo tych kłopotów ciągle jednak je kochasz i wybaczasz wszystko. Właśnie dlatego, że je kochasz.
Kochasz je nad życie i jesteś gotowa zrobić dla dziecka wiele. Celowo piszę - "wiele", co oznacza, że nie wszystko. Twoje doświadczenie życiowe, Twoja mądrość, wiedza, umiejętności pozwalają ocenić, czy życzenia dzieci są dobre, korzystne dla nich, czy też nie. Dzieci nieraz proszą Cię o coś. Jeśli jest to w zasięgu Twoich możliwości, np. finansowych, możesz spełnić ich prośbę.
Czasem jednak wiesz, że spełnienie życzenia nie będzie dobre – nie dlatego, że nie zasługują, ale dlatego, że może to nie być dla nich dobre w danym momencie, na obecnym poziomie ich rozwoju. Np. stać Cię na kupno "merca" s- klasse dla córki, która skończyła właśnie 18 lat, zdobyła prawo jazdy po 20-ym egzaminie. Czy zafundujesz jej taką maszynę? Możliwe, że niektórzy rodzice zrobiliby to. Ty – kierując się dobrze pojętą miłością w stosunku do córki – nie zrobiłabyś tego. Co najwyżej kupiłabyś jej 15-letniego golfa za 5 tysięcy złotych. Bo najpierw niech nauczy się jeździć.
Córka może mieć więc do Ciebie pretensje. "Mama nie spełnia moich próśb!" Czy to oznacza, że mama próśb nie wysłuchuje lub mama nie istnieje? A może mama córci nie kocha?
A może prośba córki nie była wyrażona w odpowiedni sposób? Może powinna była paść na kolana i błagać Cię o nową sukienkę, o modne buty? "Mamo, proszę, zlituj się nade mną! Błagam Cię o łaskę! Wiem, że nie jestem godna nawet Twojego spojrzenia... Wiem, że jestem często winna tylu sprzeniewierzeń., tyle grzechów mam...Naprawdę - moja wina, moja wina...Jednak zlituj się nade mną..."
Przejaskrawiam? Szydzę? O nie! To z nas – mam takie wrażenie – szydzą ci, którzy uczą właśnie takiego postrzegania naszych układów z Bogiem. A jaka byłaby Twoja reakcja, gdyżby Twoje dzieci zachowywały się w opisany sposób? Ja bym powiedział krótko: "EJ, Piotrek, Aniu - jaja ze mnie robicie?! A może was pogięło? Wpadliście w sidła jakiejś sekty, co wam mózgi wyprała?!"
Inny jeszcze wariant. Dziecko nie prosi albo prosi z niewiarą. Taka chorągiewka na wietrze. Raz to chce, a teraz tamto. W końcu machasz ręką - "A zdecyduj-że się w końcu, czego Ty chcesz!" I zawieszasz swoją decyzję.
Co chcę powiedzieć przez te przykłady? Chyba wszystko jest jasne. Bardzo chętnie dam dziecku wszystko, co będzie mu dobrze służyć. Oczywiście – niech tylko wyrazi jasno prośbę. I wierzy, że to otrzyma. Do tego potrzeba też jego dorosłości, dojrzałości duchowej, mądrości i roztropności. Jego prośba – to radość dla mnie, że mogę mu dać to, o co prosi. To radość dla mnie, że ma do mnie zaufanie, że wie, że je kocham. Przecież czekam na to, kiedy zwróci się do mnie z prośbą. Chętnie mu pomagam, choć jest duże i samodzielne. Bo znów daje mi to radość. Bo je kocham po prostu.
Wszystko dzieje się z miłości. Więc miłością jest spojrzenie mojego dziecka pełne wdzięczności, przytulenie, krótkie "Dzięki, tato!". Wystarcza mi również moja świadomości, że jestem kimś ważnym w jego życiu. Nie zastąpią tego wszelkie skarby całego wszechświata, żadne prezesostwa zarządów największych firm – nic tego nie zastąpi.
Daję im wszystko, co mam do dyspozycji - o ile zechcą to wziąć. Bo przecież nie wszystko muszą akceptować. Nic na siłę. Są moimi dziedzicami, są współgospodarzami tego, co sam posiadam. Są również moimi spadkobiercami. (w przypadku naszych relacji z Bogiem raczej trudno o tym mówić...:)
Czy to oznacza, ze dzieci MUSZĄ okazać mi jakąkolwiek wdzięczność? Niczego NIE MUSZĄ. Jednak wdzięczność jest czynnikiem otwierającym wszelkie drzwi sezamu i drogę do jeszcze większych darów. Przecież sama doskonale wiesz, że każdy z nas tym chętniej służy innym, im bardziej ktoś nam autentyczną wdzięczność okazuje.
Teraz o jeszcze jednej sprawie. Miłość daje wolność. "Róbta, co chceta" – powiada Bóg (tak JA uważam). Miłość nie może ograniczać. I tu jest problem. Bo dzieci Boga często postępują bardzo "be". Później inne dzieci oskarżają o to Boga – że nie strzepał dupek tym "niedobrym". Kiedy jednak strzepałby – znów byłaby pretensja o to, że Bóg karze. SCHIZOFRENIA! Nasza - nie Boga :))
Nie wszystko to, co wolno, jest pożyteczne, jest korzystne. Moja wolność ograniczająca wolność innych zamienia się w destrukcję. Palacz twierdzi, że ma prawo do palenia papierosów. OK, niech pali. Tylko dlaczego robi to w przedziale pociągu, w którym jadą i inne osoby? A co z późniejszym ewentualnym leczeniem jego rozedmy czy raka płuc? Koszty leczenia z czego są pokrywane? Dlatego nie lubię palaczy :)
Czy więc rodzice mogą ograniczyć swoje dzieci? Czy Twoi rodzice mogą Ci zabronić np. zamążpójścia z niewłaściwym – ich zdaniem – chłopakiem? Oczywiście, że mogą. Tylko czy dostosujesz się do ich zakazu? Dzieci są więc wolne i mogą robić wszystko, na co mają ochotę. Nie muszą – powtarzam – zabiegać o miłość rodziców, bo tę miłość mają. Cokolwiek by się nie zdarzyło – mają ją. JA MAM. I chcę, abyśmy z dziećmi byli PARTNERAMI – takie jest też życzenie Boga w stosunku do każdego z nas – o ile można mówić o życzeniu Boga (och, te ludzkie szablony!) :) Nie żadnymi sługami, rabami bożymi mamy być, ale współpracownikami, przyjaciółmi i partnerami. (...)
* * * * * * * * * * * * * * * *
Pełna dyskusja znajduje się pod tym linkiem