Strony

niedziela, 4 maja 2008

Inne spojrzenie na szczepienia

Narodziny dziecka często są równoznaczne z rozpoczęciem nowego etapu w życiu rodziców. Z pewnością jest tak w moim przypadku. Ten nowy etap przejawia się między innymi tym że stałem się bardziej dociekliwy, bardziej wnikliwy, bardziej zainspirowany do wprowadzenia w życie pewnych zmian, bo coraz dobitniej zdaje sobie sprawę z tego że moje decyzje, moje postępowanie, moje wybory mają wpływ już nie tylko na mnie jedynego ale na moją rodzinę, na moich bliskich, których kocham i za których jestem odpowiedzialny.

Najważniejszy wybór dokonany w ciągu ostatnich dni dotyczył szczepienia niemowlęcia. Po drugiej z kolei kontrolnej wizycie położnej w naszym mieszkanku wraz z żoną uzmysłowiliśmy sobie że musimy w końcu tą decyzję podjąć... Pani położna najpierw zadała kilka standardowych pytań: „Jak tam maleństwo? Czy dużo płacze? Czy mama wciąż karmi piersią?”, a następnie padło pytanie zasadnicze:
„Czy zrobiliście już wszystkie szczepienia?”
Odpowiedź brzmiała - „Nie”
- „Kiedy zatem przyjdziecie aby dziecko zaszczepić?”(...)

Lubomir urodził się dwa miesiące przed terminem i w wyniku tego uniknął całej serii szczepień standardowo serwowanych noworodkom (błonnica, krztusiec, tężec, Heinego-Medina, gruźlica...). Zaraz po narodzeniu dostał jedynie szczepionkę na żółtaczkę (o czym notabene mamę poinformowano później).

Już od wielu lat wspólnie z małżonką unikamy leczenia metodami konwencjonalnymi tak dalece jak to tylko możliwe. Jesteśmy zwolennikami medycyny Chińskiej i staroindyjskiej Ajurwedy wg których najskuteczniejszą metodą profilaktyczną oraz lekarstwem na wszystko jest dieta i odpowiedni styl życia. Tak się akurat złożyło że nasz znajomy lekarz medycyny Chińskiej (będący również lekarzem tradycyjnym) wielokrotnie negatywnie wypowiadał się na temat szczepionek i antybiotyków i polecił nam kiedyś lekturę książki Ian Sinclair pt. „Szczepienia – niebezpieczne, ukrywane fakty”.

Teraz z pewnością nadeszła odpowiednia chwila by zapoznać się z treścią tej książki... Oto skrócona recenzja:

Książka jest napisana prosto i logicznie. Autorami są znani lekarze którzy polemizują z oficjalnym nurtem medycyny i przedstawiają w książce całą historię szczepień, statystyki i fakty, z których jasno wynika, że to nie szczepienia i antybiotyki, ale poprawa warunków życia, poprawa higieny, odprowadzania ścieków, większy dostęp do żywności i wody doprowadziły do zmniejszenia umieralności na choroby zakaźne.

Szczepienia i antybiotyki wprowadzono w czasie gdy wszystkie zakaźne choroby były praktycznie na wymarciu i przypadkowo a może też ze względów komercyjnych spadek zachorowań został błędnie przypisywany właśnie szczepionkom.

Autorzy przytaczają szczegółowe dowody na to, że szczepionki same w sobie są groźniejsze niż choroby na które mają uodparniać. Powodują wiele powikłań, alergii, problemów ze stawami, trwałych uszkodzeń mózgu, prowadzą do autyzmu i innych wad rozwojowych. Opisują przypadki tego jak pomimo zaszczepienia chorowali zarówno sami jak i ich dzieci, a dla przykładu twórcy szczepionek na grypę, polio i ludzie pracujący w firmach je produkujących nie szczepili samych siebie oraz zabraniali szczepień swoim rodzinom!

Końcowy morał książki jest następujący: zarazki nie są główną przyczyną chorób, należy unikać szczepionek i antybiotyków, postawić na samooczyszczający się układ odpornościowy, higienę, zdrowe jedzenie i środowisko.

Książka jest z pewnością godna polecenia wszystkim rodzicom, a w szczególności tym którzy oczekują na powiększenie rodzinnego grona.

Ja wspólnie z małżonką zgodnie postanowiliśmy że nie będziemy szczepić naszego dziecka.